poniedziałek, 16 lipca 2012

Najczęstsze błędy mody i urody - bardzo subiektywna ocena własna

Dzisiaj przychodzę do Was z mieszanym postem na temat najczęściej widzianych, a jednocześnie najbardziej rażących moje oczy błędów modowo-urodowych. Z góry zaznaczam, że nie uważam się za guru modowego pokroju Malinowskiej czy Horodyńskiej (choć ich gust czasem mocno mnie zaskakiwał), są jednak pewne elementy stroju, makijażu czy ogólnego wyglądu, które potwornie mnie rażą i uważam, że każda szanująca się dziewczyna, która ma klasę, a w domu choć skrawek lustra, zdecydowanie powinna tych błędów się wystrzegać.


Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
Hurra, wbiłam się w dżinsy z liceum!
Często widuję na ulicy dziewczyny, które noszą za małe spodnie. O ile w dresie czy legginsach jest to zupełnie, albo prawie zupełnie niewidoczne o tyle dżinsy, które zasadniczo przylegają do ciała, gdy są za małe - widać to od razu. Zwłaszcza, jeśli na górę założymy przylegający, za krótki topik.
Dziewczyny, fajnie, że chcecie wejść w spodnie o rozmiarze 34 nosząc już od kilku lat 38, jednak nie wygląda to ani seksownie, ani apetycznie, gdy znad przylegających dżinsów wylewa się sadełko, a spodnie ledwo trzymają się na tyłku. Nie wyglądacie szczuplej tylko dlatego, że ubrałyście szczuplejsze ciuchy, wręcz przeciwnie. Wylewający się tu i ówdzie tłuszczyk sprawia, że wyglądacie śmiesznie.
Noście spodnie we własnym rozmiarze. Nawet większe, ale dobrze dopasowane do waszej figury i kształtów są o niebo lepsze niż dżinsy, które na pierwszy rzut oka wyglądają jak ściągnięte z młodszej siostry.

Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
Dostałam białe spodnie w rozmiarze 48!
Ja nie należę do osób szczupłych, przez co zakupy w ogólnodostępnych sklepach pozostają poza moim zasięgiem. Sklepy internetowe są dla mnie prawdziwym rajem i wybawieniem, dlatego też często z nich korzystam. Niestety tam zazwyczaj ciuchy dostępne w rozmiarze 34 są również dostępne w rozmiarach XL (czyli od 48 wzwyż). Jednak to, co dobrze leży na koleżance w rozmiarze 36 czy 38 niekoniecznie dobrze będzie wyglądało na osobie o znacznie większych gabarytach. W moim odczuciu, poza oczywiście bikini zarezerwowanym wyłącznie dla osób o szczupłej figurze (i nie mam na myśli tyczek, tylko typowo kobiece krągłości), taka sama wyłączność dotyczy spodni w kolorze białym. I to zarówno dżinsów, legginsów, dresów, spodni wyjściowych czy letnich z lnu.
Białe spodnie na większym gabarycie wyglądają co tu dużo mówić źle. O ile białe bluzki, koszulki, nawet spódnice jeszcze się obronią, o tyle białe spodnie podkreślające każdą niedoskonałość naszego ciała są zdecydowanie wykluczone dla kobiet o większych rozmiarach. Nie róbcie sobie tego i jeśli na waszych pośladkach czy udach jest cellulit, albo wasza rozmiarówka wykracza poza 38, zrezygnujcie z białych spodni, nawet jeśli są dostępne. Białe spodnie zarezerwowane są jedynie dla idealnych tyłków. Można kupić jasne spodnie w innej kolorystyce - beż, szarość czy pastele, w których wasza pupa będzie się prezentować znacznie korzystniej.
Swoją drogą nie wiem co za idiota produkuje białe spodnie w większych rozmiarach.

Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
Zamiast brwi dwie cieniutkie, narysowane bądź wyskubane do granic możliwości kreski.
Brwi mają podkreślać piękno naszych oczu a ich naturalny kształt został zaprojektowany przez samą naturę w jak największej zgodności z całą twarzą. Nie wiem skąd moda na wyskubywanie brwi do dwóch, cieniutenkich kresek. Sama cierpię z powodu naturalnie bardzo rzadkich i jasnych brwi, i w tej chwili kuracja olejkiem rycynowym pozwala mi nadać im jako taki kształt. Problem w tym, że nawet raz za mocno wyskubane brwi mogą już nigdy nie wrócić do swojego pierwotnego kształtu. Brwi wyskubujemy tylko w ich dolnej części, nigdy nie poprawiamy górnej części łuku. Jeśli nie podoba nam się ich kolor można położyć hennę, która naturalnie wzmocni lub zupełnie zmieni och barwę. Jeśli nie macie wprawy, najlepiej nie wyskubujcie brwi same. Znajdźcie dobrego specjalistę od regulacji brwi, który z całą pewnością nie zrobi Wam krzywdy (niestety można się tutaj również bardzo naciąć na osoby bez doświadczenia lub wyczucia).
Brwi powinny dodawać twarzy wyrazu, podkreślać jej naturalne piękno i charakter. Jak będziecie miały dwie, prawie niewidoczne linie, sprawią jedynie, że Wasza twarz będzie wyglądała nienaturalnie. Nie róbcie sobie tego.

Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
Ach, jak ja kocham solarium!
Tak, wiem, opalenizna jest modna, brązowa skóra wygląda pięknie, a w lecie żadna z nas nie chce być bladziochem. Niektórzy jednak sprawiają wrażenie, jakby spędzali w solarium każdą wolną chwilę, a ich skóra jest wręcz pomarańczowa od nadmiaru sztucznego słońca.
Kiedyś również byłam fanką solarium, choć aby osiągnąć na prawdę brązową opaleniznę, to musiałabym tam chyba zamieszkać. Z natury mam bardzo bladą cerę i opalam się na bardzo złoty, jasny brąz. Mam też tendencję do znamion barwnikowych i to one były powodem dla których zupełnie zrezygnowałam z wizyt na sztucznym słoneczku (w tym roku poszłam jedynie kilka razy przed ślubem aby nie straszyć trupią bladością i ładnie wyjść na zdjęciach).
Na ulicach pełno widać dziewczyn opalonych na żółto aż do przesady, chwalących się swoją w założeniu brązową skórą, które od razu widać że spędzają w solarium sporą część swojego wolnego czasu. Ani to zdrowe, ani estetyczne. Za 20 lat ich skóra będzie wyglądała jak za przeproszeniem 20-letnia skórzana torba, ale chcą być modne i opalone więc męczą tę swoją biedną skórę wystawiając ją na sztuczne promienie UV.
Szkoda skóry, macie ją jedną więc dbajcie o nią, bo po takiej dawce promieni nawet najdroższy i najlepszy krem niewiele będzie w stanie zrobić.

Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
Uwielbiam szpilki. Co z tego, że nie umiem w nich chodzić...
Sama, choć kocham wysokie obcasy, raczej w nich nie chadzam, bowiem sztuka chodzenia na wysokich obcasach jest dla mnie niedostępna. Patrząc na rzesze kobiet kroczących w wysokich do nieba obcasach czasami odnoszę wrażenie, że niektóre z nich za chwilę się wywalą i połamią w drzazgi.
Na obcasach bowiem, zwłaszcza tych niebotycznie wysokich, trzeba umieć chodzić.
Stopy należy stawiać w określony sposób, aby chód był seksowny, a nie koński. Często buty są niedopasowane rozmiarem, przez co wyglądamy jeszcze śmieszniej, bo obcas człapie za nami, a nie razem z nami.
W źle wyprofilowanym obuwiu stopa leci do zewnątrz, albo do wewnątrz, a my wyglądamy pokracznie. Nie ma w tym nic seksownego. A najgorsze z tego wszystkiego jest walenie obcasami o posadzkę. Masakra jakaś. Niszczymy sobie stawy, buty plus czyjąś lub własną podłogę.
Dbajcie o stopy, bo powinny Wam służyć wiele, wiele lat. Nie przesadzajcie z wysokością obcasa, jeśli chcecie ubrać coś na prawdę wysokiego, niech buty będą wygodne, obcas stabilny, a wy stawiajcie stopę od palców. A najlepiej ograniczyć chodzenie na obcasach do minimum.

Rajstopy do sandałków lub klapek...
To już jest istna tragedia, gdy założymy cienkie rajstopy do letnich klapek lub sandałków. Nie rozumiem dlaczego śmiejemy się z męskich skarpetek do sandałów jak same robimy to samo? I to, że są to cienkie rajstopy niczego nie zmienia, wręcz przeciwnie. Jeśli palce są odkryte, jedyne rajstopy jakie mają rację bytu to mocno kryjące i bezszwowe. Nie ma nic gorszego jak wystający z otworu na palce szew z rajstopy. Żenada.
A najlepiej do butów z otwartymi palcami wkładać bose stopy. Jeśli musisz ubrać rajstopy lub pończochy, buty powinny mieć pełny przód. Tyle w tym temacie.

Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
Ale mam paznokcie...
Ja rozumiem modę na długie, sztuczne paznokcie, akrylowe, żelowe, jakiekolwiek. I choć długość paznokci jest sprawą indywidualną, długie na kilka centymetrów szpony (nawet jeśli są w 100% naturalne) na prawdę nie są ani kobiece, ani urocze, ani estetyczne. Osobiście stawiam na paznokcie naturalne, niezbyt długie, żeby nie przeszkadzały w pisaniu na klawiaturze. Oczywiście każdy ma prawo mieć paznokcie jakie chce, jednak granica między długością wyglądającą ładnie i seksownie, a długością szponiastą jest na prawdę bardzo cienka.
Poza tym, jak pokazują badania, mężczyźni wcale nie lubią długaśnych szponów. Wolą paznokcie krótkie, ale zadbane, owszem, mogą być czerwone, jednak niekoniecznie o długości pół metra.
Nie mówiąc o tym, że doklejając sobie sztuczne paznokcie, czy to akrylowe czy żelowe, skazujemy naszą własną płytkę na śmierć i bardzo długą i żmudną rekonwalescencję. Na prawdę warto?

Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
Ach, jak ja kocham makijaż...
Ja również jestem fanką makijażu, choć nie mam również oporów przed wyjściem z domu zupełnie bez niego. Stawiam jednak na makijaż naturalny, który ma ukryć pewne mankamenty, a uwydatnić nasze walory.
Niestety patrząc na niektóre dziewczyny czy kobiety (wiek jest tu raczej sprawą drugorzędną) mam wrażenie, że właśnie wyszły spod pędzla mało utalentowanego malarza.
Ok, mocniej podkreślone oczy w odpowiedniej sytuacji, do pewnego typu urody lub w pewnych kulturach mają swój niewątpliwy urok i dodają twarzy charakteru. Jednak przy jasnej karnacji i jasnej oprawie oczu, ciemny smoky eye do pracy czy na niedzielny obiad u babci nie jest najlepszym pomysłem.
Makijaż ma podkreślać naszą urodę, powinien być dopełnieniem naturalnego piękna, a nie sprawiać, że wyglądamy jak po dyskotece. Dziewczęcy makijaż jest naturalny, delikatny, niemal niewidoczny (spójrzcie na makijaż azjatek, który jest ale jakby go nie było). Azjatycki makijaż to mój ideał.
Owszem, są sytuacje gdy mocniejszy makijaż będzie lepszy - impreza, dyskoteka, sesja zdjęciowa. Jednak na co dzień mocny makijaż razi i nie dodaje uroku, wręcz przeciwnie.
Pamiętajcie o żelaznych zasadach:
- jeśli mocniej podkreślamy oczy, usta powinny być naturalne i odwrotnie
- nie obciążajcie skóry nadmierną ilością kosmetyków, pozwólcie jej oddychać a na pewno w przyszłości wam się odwdzięczy
- jeśli macie problem z trądzikiem, nałożenie za przeproszeniem tony tapety na pewno nie pomoże w rozwiązaniu tego problemu, mało tego, może być wręcz tragiczne w skutkach
- nawet jeśli koleżance pasuje smoky eye, nie jest powiedziane, że Ty będziesz wyglądać w nim dobrze
- jeśli chcecie wyglądać na wesele czy wyjątkowo ważną imprezę zjawiskowo i zrobić w tym celu zupełnie nowy makijaż, wypróbujcie go najpierw w domu, sprawdźcie jak będzie się zachowywał po kilku godzinach i czy te nowe, rewelacyjne fioletowe cienie nie zrobią wam wielkich, nieestetycznych worów pod oczami jak trochę się spocicie.
Pamiętajcie, mniej znaczy więcej.

Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
Szminka na zębach...
Tu chyba wyjaśnienia są zbędne. Jeśli lubimy szminkować usta, bardzo uważajcie, aby szminka była nałożona nie tylko starannie i dokładnie na obrysie warg (jeśli szminka wychodzi mocno poza nasz naturalny obrys na prawdę nie wygląda to ładnie) ale również by nie znajdowała się na naszych zębach. Jest to chyba jeden z najgorszych obrazków, gdy piękna, zadbana kobieta, w perfekcyjnym makijażu i niemniej perfekcyjnym stroju, jak się uśmiechnie na zębach ma odbitą karmazynową szminkę!



Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net

Gisele ma ten ciuch i wygląda w nim świetnie,
ja też chcę...

Również częstym błędem w dziedzinie zarówno kosmetyki jak i mody jest chęć ślepego podążania za trendami. Prawda jest taka, że ciuchy projektantów z małymi i nielicznymi wyjątkami, skrojone są na chudziutkie, wysokie modelki, na których nota bebe wszystko będzie wyglądało świetnie.
Niestety niewiele "prawdziwych" kobiet może się pochwalić figurą Gisele czy Alessandry. To, że ciuch z najnowszej kolekcji Diora dobrze wygląda na modelce, wcale nie oznacza, że będzie leżał równie idealnie na naszym ciele. Nie podążajmy ślepo za trendami i najnowszymi kolekcjami. Szukajmy ubrań w których dobrze się czujemy i świetnie wyglądamy, bez względu na to czy jest to tegoroczna czy ubiegłoroczna kolekcja. dopasowujmy ubrania do naszej figury i osobistych preferencji, a nasza szafa będzie idealna i niepowtarzalna.



Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
Uwielbiam ten zapach, dlatego wyleję na siebie pół butelki...
Perfumy. Która z nas ich nie kocha? Nie uwielbia? Nie ma jednego, dwóch czy dziesięciu ulubionych zapachów? Zapach powinien komponować się ze skórą, roztaczać wokół nas delikatną mgiełkę i miło się z nami kojarzyć. Jeśli jednak wylejesz na siebie pół butelki, a po Twoim przejściu przez korytarza jeszcze po 4 godzinach będzie wiadomo, że przechodziłaś oznacza, że używasz perfum nie tak jak się powinno.
Jak mawiała Coco Chanel, powinno się skrapiać (dosłownie) perfumami te miejsca, w które kobieta chce być całowana. Według ekspertów, kropla perfum powinna się znaleźć tam, gdzie naczynia krwionośne są bardzo blisko pod skórą, dzięki czemu zapach jest intensywniejszy i łaniej miesza się z naszym własnym, naturalnym zapachem. Mowa o nadgarstkach, zagięciach łokci, pod kolanami, za uchem. Można skropić też rowek pomiędzy piersiami. Pamiętajcie jednak, aby perfum używać z umiarem, bo przebywanie w jednym pomieszczeniu z kimś kto pachnie jak perfumeria bywa na prawdę uciążliwe.
Wiem, że same nie czujemy tego zapachu na nas, ale uwierzcie mi dla innych jest on bardzo wyczuwalny.
Warto też zainwestować w dobre, markowe perfumy, których używać można znacznie mniej, bo ich zapach jest wyjątkowo intensywny, ponadto charakteryzują się fenomenalną wręcz trwałością.

Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
Bielizna wystająca spod ubrania.
Tak, wiem, moda... Niemniej jednak bez względu na to jak ładną mamy bieliznę, z jak drogiej i pięknej koronki i w jak modnym kolorze, gdy wystaje spod ubrania w każdym wypadku wygląda to po prostu niechlujnie. Rozumiem koronkowe czy ażurowe ciuszki, w których założeniem jest aby bielizna była widoczna. Jednak jeśli jest to czarny strój, zadbajmy o to by bielizna również była czarna, itd.
Wystające ramiączko stanika, a w najgorszym wypadku wystające stringi (!!!) nie wyglądają seksowanie, nie dodają nam powabu i uroku, nie są zachęcające. Nawet jeśli stanik jest od Victoria's Secret, a stringi z najdroższej koronki. W dzisiejszych czasach wybór bielizny jest tak szeroki, że nie sądzę aby przeciętna kobieta była w stanie spamiętać wszystkie modele staników czy majtek. Figi, stringi, french... Bardotki, balkoniki, push-upy. Do Waszych biodrówek na pewno znajdziecie odpowiednią bieliznę, a biustonosze bez problemu można kupić z odpinanymi ramiączkami i dopinać je w zależności od bluzki na dziesiątki różnych sposobów. Można dokupić ramiączka silikonowe, niewidoczne na skórze.
Nie ma nic gorszego niż stringi wystające na 5 cm z dżinsów!
Pamiętajcie, bielizna jest intymną częścią garderoby i taką powinna pozostawać a widzieć ją powinna tylko nasza druga połówka. No i my ;)

I to by było na tyle jeśli chodzi o moją prywatną listę grzechów.
A co Waszym zdaniem jest najgorsze z najgorszych, z tego co zdarza Wam się gdzieś przyuważyć?

Ps. Nie chciałam nikogo tym postem urazić, jeśli ktokolwiek poczuje się osobiście dotknięty tymi przemyśleniami to przepraszam, jest to moja totalnie subiektywna ocena :) Zapewne ja też noszę rzeczy, które mogą innych razić, zwłaszcza że mojej posturze bliżej do Rosie niż Abgeliny.
Kolejność błędów jest przypadkowa, a ich zbieżność z zaistniałymi sytuacjami zupełnie niezamierzona ;)

Moja przygoda z portalami zakupów grupowych cz.2

Dzisiaj druga część mojej przygody z zakupami na portalach zakupów grupowych.
Enjoy.

Groupon.pl C.D.

Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
Elektrostymulacja całego ciała, 8 zabiegów i 8 drenaży limfatycznych w gabinecie Bella Koko w Katowicach
Co do zabiegu niewiele mogę się wypowiedzieć, ponieważ zrobiłam tylko jeden, na więcej się nie odważyłam. A dlaczego?
Gabinet na pierwszy rzut oka wygląda całkiem schludnie, wchodzi się do fryzjera, pokoje zabiegowe są w głębi. Sam gabinet w którym miałam zabieg, to maleńki pokój, 1,5 x może 2,5 metra. Osoba moich gabarytów ma problem aby się tam rozebrać czy chociaż obrócić.
W pokoju z ledwością mieści się łóżko (stare, rozklekotane, bałam się, że się pod moim ciężarem zarwie) oraz aparat do elektrostymulacji.
Niestety nie pamiętam czy pani przed zabiegiem przeprowadzała wywiad i przedstawiała przeciwwskazania. Wszystko jednak przebiły zszarzałe bandaże elastyczne, którymi po zamoczeniu owija się ciało przed nałożeniem elektrod. To one są głównym powodem dla którego tam nie wróciłam. Nie twierdzę, że były brudne, być może były świeżo wyprane. Były jednak tak zszarzałe, jakby służyły tam od bardzo dawna. A jednak jest to materiał, który ma styczność z gołą skórą. Osobiście uważam, że klient powinien dostawać nowy komplet bandaży, które następnie w woreczku są mu przekazywane i na każdy zabieg przynosi sobie swój własny zestaw.
Po pierwszym zabiegu byłam tak zniesmaczona, że więcej nie wróciłam. No i prawie 2 stówki poszły się w ten sposób paść.
Chyba mam tendencje do wywalania kasy...
Podsumowanie: niestety miałam tylko jeden zabieg, dlatego trudno mi ocenić efekty. W cenie regularnej na pewno bym nie kupiła. Miła obsługa, jednak jakość przygotowania do zabiegu z oczywistych względów pozostawia wiele do życzenia.
Cena: moja wersja, 8+8, kosztowała 199 zł zamiast 840 zł (więc jak za jeden zabieg dość drogo).
Ps. Gdy dzwoniłam, żeby zrezygnować z pozostałych zabiegów, pani nawet nie zapytała dlaczego rezygnuję. Przyjęła do wiadomości i koniec. Czy to nie dziwne? Ja na jej miejscu chciałabym wiedzieć dlaczego tracę potencjalną bądź co bądź klientkę.

Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
Depilacja IPL wybranych partii ciała, 12 zabiegów w Centrum Odnowy Biologicznej w Katowicach
Samo miejsce nie było mi obce, bywaliśmy tam z moim mężem na saunie (zanim otwarto Termy Rzymskie).
Centrum leży na Brynowie, w cichej, spokojnej dzielnicy. Jeśli ktoś nie ma auta, to dojazd może być sporym wyzwaniem. Jest długo otwarte, ma wspaniałą, wykwalifikowaną i miłą obsługę. Gabinety są przestronne, jasne, czyste i higieniczne, co bardzo ważne przy takich zabiegach. Pani przed zabiegiem przeprowadza wywiad, dostajemy jednorazową bieliznę i siadamy w wygodnym fotelu, dostajemy też ochronne okulary.
Wykupiłam 12 zabiegów, przy czym robiłam pełne bikini, więc wyszło 6 zabiegów (nie wiem czemu pełne bikini liczone jest jako 2 partie ciała).
Zabiegi miałam tylko 3, potem zepsuło się urządzenie, a gdy je naprawiono, mnie przeszła ochota (wiem, głupota, ale zaraz wyjaśnię dlaczego).
Rozumiem, że po takim zabiegu nie można się spodziewać natychmiastowych efektów. Gdy włosy są jasne i rzadkie (jak moje), tym bardziej efekt będzie słabszy i później widoczny. Po trzech zabiegach jednak spodziewałam się, że włosków będzie widocznie mniej. Niestety tak się nie stało.
Przed drugim zabiegiem, podczas golenia, zauważyłam jakby włoski faktycznie były rzadsze. Przed trzecim zabiegiem niestety różnicy nie było zupełnie.
Zrezygnowałam, bo skoro nie widać efektów, to po co skazywać się na ból tego dość nieprzyjemnego zabiegu. Zwłaszcza w tym miejscu ból jest bardzo odczuwalny, a zabieg wręcz przykry.
Podsumowując: o ile miejsce polecam jak najbardziej, o tyle zabieg nie przyniósł mi żadnych efektów. Pozostaje pasta cukrowa, wosk, żyletka ewentualnie depilator :)
Cena: 399 zł zamiast 6600 zł (moim zdaniem nie warto, nawet po obniżce, w cenie regularnej to już w ogóle).
Wiem, że w przypadku niektórych osób te zabiegi są bardziej skuteczne, jest to sprawa bardzo indywidualna.

Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
Ćwiczenia na Vacu Shape i platformie wibracyjnej, 20 treningów w Express Slim w Mysłowicach
O ile Vacu Shape (czyli ćwiczenia pod ciśnieniem) było mi znane już wcześniej, o tyle platforma wibracyjna była zupełnie nowym doświadczeniem.
Sam gabinet (oferuje również szereg zabiegów wyszczuplających, przeciwzmarszczkowych, itp.) znajduje się w Mysłowicach, niestety nie znam tego miasta więc trudno mi ocenić czy jest to centrum. Gabinet nie jest wielki, ale przytulnie urządzony, z miłą obsługą (choć pierwsze wrażenie by na to nie wskazywało). Wadą jest brak przebieralni, wprawdzie miejsce do przebrania jest w ustronnym miejscu, przegrodzone parawanem, jednak można się czuć tam niekomfortowo.  W pokoju znajduje się Vacu, dwie platformy oraz dwa urządzenia do roller masażu. Urządzeniem Vacu jest tzw. elipsa (powszechnie znana jako Orbitrek). Trudno było umówić się na terminy, ale dało radę. Pani z recepcji trochę zakręcona, zapomniała wpisać mi dwa terminy (umawiałam się od razu na wszystkie 10 sesji), ale w zamian dostałam gratis dwa ćwiczenia na rolkach (taki masażer z drewnianymi rolkami).
Gabinet oferuje też wiele różnego rodzaju zabiegów pielęgnacyjnych.
Z platformy skorzystałam 2 czy 3 razy, moje kolana niestety nie zniosły tego wstrząsania.
Vacu jest rewelacją. Doskonale się na tym ćwiczy, ładnie wysmukla sylwetkę, wyszczupla, ujędrnia skórę. Jest warte swojej ceny, nawet regularnej. Jeśli chodzi o efekty rolek, to po dwóch sesjach trudno coś zaobserwować, wiem jednak od pozostałych klientek, że wspaniale ujędrnia skórę, co przy odchudzaniu jest niezmiernie ważne. Trzeba jednak uważać, ja w jednej pozycji zasłabłam.
Podsumowując: platforma wibracyjna nie przypadła mi do gustu, tylko dla osób które nie mają problemów ze stawami. Vacu - rewelacyjne i bardzo skuteczne, jednak trzeba trzymać również dietę, wtedy efekty są bardzo widoczne. Trzeba również wykupić co najmniej jeden a najlepiej dwa karnety (po 10 wejść), jednorazowe wejście niestety nic nam nie da. Rolki - mam mieszane uczucia.
Cena: 89 zł zamiast 270 zł

Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
5 sesji akupunktury w Cenalt w Dąbrowie Górniczej
Wykupiłam, bo zawsze strasznie chciałam wypróbować akupunktury.
O miejscu napiszę niewiele, bo wchodząc tam pierwszy raz można się wystraszyć. Jeśli jednak byście się tam wybierali, niech Was nie zniechęci gabinet rodem wyciągnięty z PRL'u albo chińskiej lecznicy.
Pani pochodząca zdecydowanie z krajów azjatyckich bardzo miła, profesjonalistka. Dobrze mówi po polsku, przed zabiegiem przeprowadza wywiad i zakłada kartę.
Sam zabieg nie jest bolesny, choć leżenie 30 minut w bezruchu może być męczące. Może trochę boleć przy wbijaniu igieł, ale jest to krótki ból, jak przy ukłuciu :D Wszystko przeprowadzone sterylnie, co do tego nie mam żadnych zastrzeżeń.
Efektów niestety nie zauważyłam praktycznie żadnych, pomimo, że dokupiłam kilka zabiegów we własnym zakresie. Ale doświadczenie godne polecenia.
Podsumowanie: na mnie nie podziałało zupełnie. Być może działa na inne dolegliwości, tego nie wiem, ale chyba działa, bo w gabinecie zawsze były tłumy.
Cena: 89 zł zamiast 250 zł + 10 zł za jednorazowe igły.

Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
5 30-minutowych sesji na bieżni na podczerwień InfraRed w Salonie Bądź Piękna w Sosnowcu
Salon dość przyjemny, schludny. Bardzo miła obsługa.
Bieżnia stoi w osobnym pomieszczeniu, są drzwi, więc można się poczuć komfortowo podczas wylewania z siebie siódmych potów. Niestety ścianki działowe wysokość trochę ponad 2 metry, a w pomieszczeniu obok pani robiła paznokcie... Nieprzyjemny zapach zmywacza, acetonu, czy czegokolwiek innego niestety był dość uciążliwy, mógł utrudniać ćwiczenia, a nawet oddychanie, tym bardziej, że ćwiczenia miałam wykupione w lecie, było dość ciepło...
Same ćwiczenia mocno wykańczające, dzięki lampom pot się lał ze mnie strumieniami, a podczas ćwiczeń niestety nie wolno pić wody (gdyby kropla spadła na lampy mogłoby być nieszczęście).
Efektów jakichś wielkich nie zauważyłam, a lampy z czasem stawały się bardzo uciążliwe, mogły nawet poparzyć skórę. Na pewno nie kupiłabym ponownie, pomimo dość atrakcyjnej ceny
Podsumowując: fajnie było spróbować czegoś innego, na pewno jednak nie powtórzę.
Cena: 39 zł zamiast 85 zł

Powyżej opisane sytuacje są czysto subiektywne i związane z moimi osobistymi odczuciami.
C.D.N.

piątek, 13 lipca 2012

Moja przygoda z portalami zakupów grupowych cz.1

Dzisiaj chciałabym opisać Wam moje przygody z serwisami zakupów grupowych.
Ponieważ post zrobił się strasznie tasiemcowy, musiałam go podzielić na części.

Któż z nas nie dostaje na maila spamu w postaci reklam usług i produktów w wyjątkowo atrakcyjnych cenach, przesyłanych przez groupon, fastdeal, citeam, gruper i nie wiadomo co jeszcze. Był czas gdy bardzo aktywnie robiłam zakupy na tego typu serwisach. Pozwalają one na zakup usług czy produktów w bardzo atrakcyjnych cenach, ja skupiałam się przede wszystkim na różnego rodzaju wycieczkach (pobyty weekendowe) oraz usługach, nazwijmy to w wielkim uproszczeniu, kosmetycznych.
Zawsze zanim kupiłam kupon próbowałam dowiedzieć się czegoś o miejscu, gdzie dana usługa ma być realizowana, aby nie było problemu np. z godzinami popołudniowymi, czy by się nie okazało, że miejsce wykonania usługi jest na końcu świata.
Wykupiłam tych kuponów na prawdę spore ilości i choć na początku nie miewałam problemów, z czasem niestety pojawiły się pewne zgrzyty i nieprzyjemności.
Wadą tego typu serwisów jest to, że oni są w zasadzie tylko pośrednikiem. Groupon na przykład, nie bierze absolutnie żadnej odpowiedzialności za oferowane usługi (nie wiem jak jest z zakupem produktów), przez co wyegzekwowanie np. reklamacji graniczy niemal z cudem.

W ofertach które dostaję można przebierać jak w ulęgałkach. Bywa, że trafi się prawdziwa perełka, jak np. oferta serii zabiegów depilacji laserowej w bardzo atrakcyjnej cenie.
Bywają też niestety totalne buble, i od takiego bubla właśnie zacznę.

Groupon.pl

Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
3-godzinny kurs wizażu i makijażu z certyfikatem w Szkole Makijażu i Wizażu w Katowicach
Kurs wyglądał wiarygodnie, odbywał się w Katowicach, należało się na niego zapisać mailowo, co sugerowało, że liczba miejsc jest ograniczona. Jakież było moje zdziwienie, gdy weszłam do średniej wielkości sali, po brzegi wypełnionej zdziwionymi równie mocno jak jak paniami.
Organizator (Szkoła Wizażu i Makijażu z siedzibą we Wrocławiu, Akademia Piękna - w sumie trudno ich znaleźć w internecie, strona www mało profesjonalna, w pastelowych kolorach, wielki font, a kontakcie jest tylko mail oraz numer telefonu) przeliczył swoje siły, pani wizażystka przy takiej frekwencji mogła co najwyżej pokazać dwa makijaże (heloł, chyba nie na tym polega kurs?), które nawiasem mówiąc spokojnie można by wyszukać za darmo na YT. O godzinnej, dodatkowo płatnej, indywidualnej konsultacji można było co najwyżej pomarzyć.
Ponadto na 'kursie' miał się odbyć pokaz kosmetyków firmy Mariza, o czym nie było mowy w ofercie. Jak się później okazało, kilka pań przyszło bezpłatnie, aby zostać konsultantkami firmy Mariza.
Certyfikatem okazał się być właśnie dyplom z Marizy, który w sumie nie wiadomo o czym po takim 'kursie' miał zaświadczać.
O godzinnej konsultacji indywidualnej której żadna z nas nie dostała, już nawet nie chcę wspominać.
Organizator nieźle się obłowił zupełnie nie wywiązując się z przedstawionej oferty, kłamał w żywe oczy na temat odzyskania pieniędzy, odesłał z reklamacją do groupona, który rzekomo jeszcze mu nie zapłacił (co jest totalną bzdurą), groupon natomiast sprawę zignorował odsyłając z reklamacją do organizatora.
Jak się łatwo domyślić organizator nie raczył zareagować na maila wysłanego do nich z reklamacją. I tak sprawa się skończyła.
Szkoda moich nerwów i tych 49 zł., które na prawdę mogłam wydać bardziej użytecznie niż na takie badziewie. Cóż...

Podsumowanie: organizacja fatalna, sam kurs był zwykłym pokazem makijażu, pieniądze wyrzucone w błoto. NIGDY WIĘCEJ!
Cena: 49 zł zamiast 120 zł (w tym 10 zł za godzinną indywidualną konsultację). Ciekawa jestem co byśmy dostały przy wpłacie pełnej kwoty, 120 zł.


Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
Zamykanie naczynek lub likwidacja przebarwień w Ultraslim Showroom w Katowicach
Jednym z moich ostatnich nabytków jest oferta zamykania naczynek lub likwidacji przebarwień w Katowicach, w gabinecie Ultraslim Showroom.
Gabinet bardzo schludny, estetyczny, niezbyt duży, ale przytulny i dający poczucie komfortu oraz intymności.
Panie przesympatyczne, profesjonalnie podchodzące do klienta, z uśmiechem i życzliwością.
Przed pierwszym zabiegiem wypełniamy kartę pacjenta i podpisujemy zobowiązanie o braku przeciwwskazań.
Jestem po drugim zabiegu, mam zamykane dość duże i widoczne naczynko na udzie.
Sam zabieg niestety do przyjemnych nie należy, bywa bolesny. Efektów po pierwszym zabiegu nie widziałam, po drugim - naczynko jest jaśniejsze i mniej widoczne, niestety jest ono tak duże, że obawiam się iż 3 zabiegi nie wystarczą. Na trzeci niestety będę musiała poczekać, bo między zabiegami musi być 2-3 tygodnie przerwy, ponadto nie wolno robić zabiegu przed opalaniem ani przez 2-3 tygodnie po. Także ostatni zabieg wypadnie pewnie w okolicach września.


Podsumowanie: gabinet bardzo przytulny i profesjonalny, sam zabieg dość nieprzyjemny, ale krótki i wygląda na to, że skuteczny. Polecam.
Cena: ja wykupiłam opcję trzech zabiegów za 89 zł.


Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
Miesięczny intensywny kurs odchudzający:
14 zajęć fitness mix z badaniami oraz opieką dietetyka i lekarza w studiu odchudzania STOP w Katowicach

Jestem maniaczką wręcz wszelkich diet odchudzających, nowych ćwiczeń, tabletek i suplementów, które mają sprawić, że w miesiąc zrzucimy 30 kilo ;) Dlatego też nie mogłam przejść obojętnie obok takiej oferty.
Studio STOP mieści się w ścisłym centrum Katowic, na drugim piętrze wyremontowanej kamienicy.
Na początek było spotkanie z lekarzem, który zbadał poziom cukru we krwi, zrobił EKG, potem ważenie i mierzenie.
Kurs składał się ze spotkań teoretycznych z lekarzami i dietetykami a także różnorodnymi zajęciami fitness.
Całość trwała 4 tygodnie, ja wytrwałam 3. Miał podobno sprawić, że schudnę 8 kilogramów, nie schudłam nic, trochę poprawiła się moja kondycja.
Prowadzący, zarówno trenerzy jak i osoby mówiące o diecie, bardzo sympatyczni, profesjonalni i godni zaufania.
Na spotkaniach teoretycznych, jako fanka diet i dietetyk z zamiłowania (bez wykształcenia) nie dowiedziałam się w zasadzie nic nowego czy zaskakującego. Niestety do omawiania diet nie dotarłam, być może były na późniejszych zajęciach. Same zajęcia teoretyczne kiepsko przemyślane, w grupie która zadaje wiele pytań godzinne zajęcia dwa razy w tygodniu to zdecydowanie za mało aby się czegoś dowiedzieć. Ale poziom był zadowalający, zwłaszcza dla osób które z dietami czy zasadami zdrowego żywienia nie miały wiele wspólnego. Ja się trochę wynudziłam.
Ćwiczenia fizyczne były bardzo zróżnicowane, jedne bardziej wymagające inne mniej, generalnie ok. Po zajęciach wychodziłam zmęczona (przeważnie) i zlana potem, a o to w końcu chodziło.

Podsumowanie: program taki sobie, raczej dla osób które z dietami nie miały nigdy styczności i chcą się nauczyć podstaw prawidłowego odżywiania. Ćwiczenia ok, w zależności kto prowadził mniej lub bardziej intensywne. Czy kupiłabym drugi raz lub w cenie regularnej? Nie sądzę. Głównie dlatego, że to co robiłam tam, mogę robić za darmo we własnym zakresie. W cenie regularnej na pewno nie, uważam, że nie jest wart aż tyle. Za 99 zł można spróbować.
Cena: ja miałam pełną wersję programu na 99 zł zamiast 350 zł.


Źródło: Free image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
Liposukcja bez skalpela na wybrane partie ciała w gabinecie Tao w Katowicach
Zabieg polega tak na prawdę na masażu głowicą  ultradźwiękow. Podobno ma rozbijać tłuszcz, redukować tkankę tłuszczową, poprawiać przemianę materii i usuwać nadmiar wody z organizmu.
Podczas serii zabiegów należy pić dużo wody aby tłuszcz się wypłukiwał, czy coś takiego.
Sam gabinet to dwa wynajmowane pomieszczenia w dużym centrum stomatologicznym w Katowicach. Czysto, schludnie, panie wykonujące zabieg bardzo miłe i sympatyczne. Gabinet jest kiepsko oznakowany i łatwo go przegapić.
Przed zabiegiem dostajemy do wypisania kartę pacjenta wraz z przeciwwskazaniami, które musimy podpisać.
Zabieg dość przyjemny, leżymy na kozetce wymazane żelem do USG, a pani jeździ po częściach ciała które chcemy odchudzić głowicą ultradźwiękową, najpierw ciepłą, później zimną. W gabinecie jest ciepło (ja miałam zabiegi w okresie jesienno-zimowym), głowica ciepła jest przyjemniejsza od zimnej. Zabieg trwa ok. 30 minut.
Widocznych rezultatów po 8. zabiegach nie zauważyłam, pomimo picia zwiększonej ilości wody, bez zmiany diety. Wiem, zaraz powiecie, że powinnam mieć dietę odchudzającą w tym czasie, ale to chyba powinno działać bez względu na dietę? Jak inaczej stwierdzić, czy działa zabieg czy dieta?

Podsumowanie: wywalenie pieniędzy w błoto. Jeśli ktoś bardzo chce, głowicę do ultradźwięków można kupić na allegro już za 150 zł, tylko czy jest sens? Ja nie zauważyłam absolutnie żadnej różnicy. Niemniej sam gabinet godny polecenia, z miłą, profesjonalną obsługą, mają w swojej ofercie również zabiegi laserem IPL.
Cena: za 8 zabiegów zapłaciłam 349 zł zamiast 3200 zł. Moim zdaniem nie warto. Gdybym zapłaciła cenę regularną, to bym się chyba pochlastała.

C.D.N.

poniedziałek, 9 lipca 2012

Rzecz o makijażu, czyli moje ulubione pędzle


Gdy zaczynałam swoją przygodę z makijażem (miałam wtedy jakieś 16 lat), jedynym pędzlem jaki posiadałam był pędzel do pudru. Nigdy nie lubiłam nakładać pudru dołączonym puszkiem i już przy swoim pierwszym pudrze w kamieniu jakim był puder Constance Carrol od razu kupiłam szeroki pędzel z krótką rączką, tzw. kabuki.
Nie wiedziałam, że do innych kosmetyków również powinno się używać pędzli, do cieni używałam zawsze załączonych pacynek, linery w żelu wtedy były jeszcze niedostępne, a te w tuszu miały swoje pędzelki. Różu nie używałam, o istnieniu bronzerów i rozświetlaczy nie miałam pojęcia, podkład o ile w ogóle jakiś używałam (a raczej tego nie robiłam) nakładałam palcami, ewentualnie silikonowymi gąbeczkami.
Z czasem, gdy moja wiedza o makijażu się rozwijała, a ja zachciałam mieć bardziej profesjonalny zestaw, dokupiłam pędzelki do cieni oraz jeden pędzel skośny do różu, którego używałam latami a obecnie zastąpiłam innymi modelami.
Ten zestaw zbierałam dłuższy czas, czasami coś dokupuję, testuję, sprawdzam. Te które przechodzą test, zostają ze mną na dłużej, te, które nie, są odkładane, być może kiedyś się przydadzą.
Poniżej przedstawiam Wam z krótkim opisem mój podstawowy zestaw pędzli do makijażu, z których korzystam najczęściej, z większości przy codziennym makijażu.

Zdjęcie: własne
Pędzle trzymam w łazience, tam się też maluję, w dwóch osobnych kubeczkach. W jednym pędzle to twarzy, w drugim - do oczu. Kubeczki kupiłam za niecałe 10 zł jeden w Ikei na dziale z wyposażeniem łazienek.

Pędzle do twarzy

Zdjęcie: własne
Pędzle do podkładu i korektora

Pędzle do podkładu i korektora (od góry)
HAKURO H51, Pędzel do podkład
Flattop, świetnie się sprawdza zarówno do podkładu jak i kremu tonującego, nie zostawia smug, ładnie rozprowadza kosmetyk po skórze nie robiąc efektu maski. Bardzo miłe w dotyku, mocno zbite włosie.

LANCRONE Foundation F117
Pędzel do podkładu
Kupiłam go w całym zestawie i jako jeden z niewielu został ze mną. Pędzel płaski, języczkowy, ładnie rozprowadza podkład, ale trzeba się z nim umiejętnie obchodzić bo może zostawiać smugi. Włosie bardzo przyjemne w dotyku, gładkie.

Pędzle do pudru
LANCRONE Concealer F129,
Pędzelek do korektora

Mały pędzelek języczkowy, dość precyzyjny, choć lubi 'pochłaniać' za duże ilości korektora. Włosie jest sztywne, ale miłe w dotyku. Również kupiony w zestawie.
Pędzle do pudru (od góry):
LANCRONE Large Powder F135
również kupiony w zestawie, wielki pędzel do pudru. Średnio poręczny i niespecjalnie wygodny, włosie dość drapiące, słabo zbite. Mam go bo mam, ale zasadniczo używam raczej
HAKURO H55
Cudownie miękkie, średnio zbite włosie, bardzo charakterystyczne dla tej marki. Pędzel jest
Pędzle do konturowania
bardzo wygodny i niesamowicie przyjemny w użytkowaniu.
Pędzle do konturowania (od góry):
HAKURO H13
Małe jajeczko o średnio zbitym włosiu, idealny do różu i rozświetlacza. Zastąpił mój wysłużony, skośny pędzel do różu.
MAESTRO 155
MAESTRO 150 w rozmiarze 20

Obydwa idealnie nadają się do konturowania twarzy, ich włosie jest identyczne, różnią się jedynie przekrojem - 155 jest w przekroju okrągły podczas gdy 150 - spłaszczony.
Włosie jest lekko drapiące, co może przeszkadzać w aplikacji, jednak mają idealny do konturowania twarzy kształt, dzięki czemu nie jest tu potrzebne duże doświadczenie czy precyzja. Same właściwie robią całą robotę za nas. Używam ich zamiennie do bronzera.

Pędzle do oczu
Zdjęcie: własne
Pędzelki języczkowe
 Pędzelki języczkowe + do rozcierania
(od góry):
Kulki
SEPHORA smudge 14
Mój najnowszy nabytek z Sephory, bardzo krótki, mocno zbity ale dość szeroki pędzelek do rozcierania kresek. Bardzo wygodny i skuteczny.
SEPHORA eyeshadow 9
Duży pędzelek do nakładania cienia na całą powiekę, słabo zbity, o miękkim włosiu, dość wygodny. To jeden z moich pierwszych pędzelków do cieni.
SEPHORA shadow 26
Wąski pędzelek języczkowy, o mocno zbitym, średniej długości włosiu. Bardzo precyzyjny, idealny do robienia grubszych kresem cieniami.
SEPHORA large eyeshadow 8
Szeroki pędzelek języczkowy, do nakładania cienia na całą powiekę, o mocno zbitym, precyzyjnym, dość długim włosiu.
Kulki (od góry):
HAKURO H78
Bardzo przyjemna w użytkowaniu, precyzyjna, średniej wielkości kulka, o średnio zbitym, elastycznym włosiu. Idealny do nakładania cienia przy linii rzęs i w załamaniu powieki.
ESSENCE
Kulka przeznaczona do blendowania i smużenia, o średnio miękki, średnio zbitym, dość elastycznym włosiu.

Pędzelki do blenowania
MAESTRO 420, rozm. 6
Bardzo precyzyjna kulka, o dobrze wyprofilowanym, mocno zbitym, elastycznym ale bardzo przyjemnym dla oka włosiu. Idealny do nakładania cienia w kąciku, na dolnej powiece i do robienia kresek cieniem.
Pędzelki do blenowania (od góry):
MAESTRO 497
Niby ma podany rozmiar 12, ale nie znalazłam go w innym rozmiarze. Pędzelek o średnio zbitym, dość długim, elastycznym i przyjemnym w dotyku włosiu, idealnie rozciera granice między cieniami, choć jego 'obsługi' trzeba się nauczyć.
Pędzelek do rozcierania NO NAME

Pędzelki do eyelinerów
Kupiłam go na allegro, nie ma nazwy, ale dla mnie jest ideałem jeśli chodzi o blendowanie. Krótka rączka idealnie leży w dłoni, włosie jest przyjemne w dotyku, średnio zbite, w sam raz elastyczne, ma idealny, kulkowy kształt. Wspaniale rozciera granice między cieniami. Nie znalazłam jeszcze lepszego pędzelka do blendowania.
MAESTRO 480 rozm. 10
Pędzelek ma bardzo długą rączkę (jak wszystkie pędzle Maestro z tej serii), co może bardzo utrudniać pracę z nim. Włosie jest miękkie, słabo zbite, bardzo elastyczne i przyjemne w dotyku, jednak jego wielkość miękkość i wielkość pędzelka może być przeszkodą przy mniejszych oczach.
Pędzelki do eyelinera (od góry):
HAKURO H85
Pędzelek skośny, miły w dotyku, średniej wielkości, bardzo dobrze wyprofilowany. Idealny do nakładania linera mineralnego lub robienia cienkiej kreski cieniem do powiek, zarówno na mokro jak i na sucho.
MAESTRO 790 rozm. 1
Zgięcie na pędzelku ułatwia operowanie nim przy oczach, pozwala zrobić bardzo precyzyjna kreskę niemal każdym żelowym czy kremowym linerem. Mój zdecydowany faworyt wśród pędzelków do linerów w formie żelowej.

I to by było na tyle. Wiem, że trochę tego jest, ale wiele z tych pędzli będzie mi służyło długie lata.
A jakie są wasze ulubione pędzle?

Ps. Teraz czekam jeszcze na kabuki do pudru :D

piątek, 6 lipca 2012

Co jest w mojej kosmetyczce, czyli codzienny makijaż

Dzisiaj pościk o tym, co się mieści w mojej podręcznej kosmetyczce w łazience.
Większość kosmetyków kolorowych trzymam w wielkim kufrze (może też kiedyś wrzucę post na ten temat), natomiast najczęściej w danej chwili używane kosmetyki kolorowe są wpakowane do pomarańczowej kosmetyczki i stoją sobie na półce w łazience. Na kufer niestety w mojej małej łazieneczce nie mam miejsca, sypialnia z kolei jest za ciemna aby robić w niej makijaż, siłą rzeczy muszę to robić albo w łazience, albo w pokoju, jeśli już jest światło.

Większość z nich już znacie, albo z recenzji albo z ulubieńców.
No to lecimy.


Tak wygląda moja podręczna kosmetyczka. Jest dość pojemna, wystarczająco aby pomieścić codziennie używane kosmetyki do makijażu.






A tu zestawienie wszystkiego co w kosmetyczce jest (zabrakło bazy pod cienie z Art Deco, która stoi zazwyczaj na półce za lustrem).









SEPHORA - puder w kompakcie - kolor D20, najjaśniejszy z dostępnych. Dość ładnie matuje, jest wydajny i ma przepiękny zapach.
SLEEK - lusterko dwustronne - dostałam jako gratis przy zakupie paletek Sleek.
BELL - paletka cieni nr 406 - znalazła się w moich ulubieńcach czerwca.
INGLOT - ultradelikatny róż do policzków, kolor 78 - rzadko go używam, bo jest słabo napigmentowany i za jasny do mojej cery, w ogóle praktycznie go nie widać na skórze. Ale jest.


BELL - korektor w płynie z minerałami, kolor 1 - całkiem dobrze radzi sobie pod oczami, wygonie się go aplikuje, jest już na wykończeniu.
BELL - puder brązujący nr 5 - o nim również w moich ulubieńcach, ja używam tylko części rozświetlającej.
INGLOT - korektor w kremie nr 60 w kolorze zielonym - średnio się sprawuje, używam go na zaczerwienienia na policzkach, ale jest taki sobie.
CELIA - superczarna maskara smoky eyes - o niej zarówno w ulubieńcach jak i w recenzji porównawczej maskar. Mój absolutny hit. Krótko: cudownie rozczesuje, nie osypuje się, wytrzymuje cały dzień, ładnie wydłuża rzęsy, ma piękny, głęboki kolor.


ORIFLAME - korektor pod oczy w kolorze gold - taki sobie, jak dla mnie ma zbyt kremową konsystencję, lubi się rolować pod oczami. Plus za bardzo jasny odcień.
GARNIER - krem tonujący w kolorze 02-light - o nim również pisałam recenzję, znalazł się też w moich ulubieńcach. Krótko - niezły krem tonujący, ładnie się rozprowadza, ładnie pachnie, dobrze się utrzymuje, niemiłosiernie świeci i długo wysycha po aplikacji.
L'OREAL - bare naturale eyeliner mineralny w kolorze czarnym - roniłam o nim recenzję porównawczą, dla tych co nie czytali króciutko - mój ukochany liner, nie osypuje się, wytrzymuje cały dzień, kreska jest subtelna jak zrobiona kredką, ale w ładnym, czarnym odcieniu.
ELF - eyebrow kit w kolorze ash - czyli zestaw do stylizacji brwi. Rrównież jeden z moich ulubieńców, wosk + cień do brwi. Mój zdecydowany KWC jeśli chodzi o brwi.



ELF - róż do policzków w kolorze pink passion - o nim także w moich ulubieńcach. W skrócie: piękny kolor, niestety trudny do uchwycenia na zdjęciu, zupełnie matowy, bardzo mocno napigmentowany. Mój zdecydowany ulubieniec.
ELF - warm bronzer - czyli mozaika bronzerów w odcieniu ciepłym. Lekko perłowe, bardzo delikatne, całkiem ok.




Tak prezentuje się moja kosmetyczka do codziennego makijażu. Zmieniają się czasem paletki z cieniami, czasami eyeliner, bardzo rzadko tusz czy podkład.

A jak wyglądają Wasze podręczne kosmetyczki? Macie w ogóle coś takiego?

Wyrzutki czyli jak zmarnowałam kosmetyki :(

Mam naturę zbieracza. Staram się ograniczać to do minimum i nie kupuję już ton kosmetyków i jeszcze większej ilości książek kucharskich Oliviera i Nigelli, które notabene uwielbiam. Niestety z czasów zbieractwa nagminnego zostało mi mnóstwo kosmetyków, które chciałam teraz sukcesywnie zacząć zużywać. Okazało się jednak, że wiele z nich jest przeterminowanych, niektóre bardzo dużo (rekordziści mieli termin przydatności z połowy 2009 roku!). Nie pozostało mi zatem nic innego jak dokładnie przejrzeć, wczytać się, zebrać te długo po terminie do wora i wywalić na śmietnik.
Skórę mam jedną, wolę z nią nie ryzykować. Wolę wyrzucić te kilkadziesiąt złotych niż potem nie wiadomo jak żałować. Tym bardziej, że większość tych produktów ma formuły kremowe lub serum, ale też takiego balsamowego, w związku z czym zjełczały.
A oto moje wyrzutki.
Więcej nie będzie takiego marnotrawstwa. To, czego nie używałam z kolorówki, a co oczywiście było w terminie przydatności, poleciało paczką na akcję ratowania kotków. Kosmetyki do ciała biorą aktywny udział w akcji denko, więc na pewno jest to ostatnie takie marnotrawienie kosmetyków w moim życiu. I to Wam tu teraz publicznie obiecuję.
Aż żal wyrzucać, ale co mogę zrobić?

środa, 4 lipca 2012

Ulubieńcy czerwca 2012

Dzisiaj przychodzę do Was z krótkim postem o moich ulubieńcach minionego miesiąca. Nie ma tego wiele, bo dużo kosmetyków dopiero testuję i trudno mi się wypowiedzieć na ich temat.
No to lecimy.

Kosmetyki pielęgnacyjne

Zdjęcie: własne

- Bourjois - dwufazowy płyn do demakijażu - właściwie używam go dopiero miesiąc, ale bardzo ładnie radzi sobie z demakijażem oczu, nie podrażnia, nie rozmazuje tuszu czy linera po całej buzi. Czegóż chcieć więcej.
- Bourjois - woda micelarna - to mój KWC, więc nie będę się rozpisywać.
- Ziaja Ulga - krem ochronny na dzień wzmacniający naczynka krwionośne - lubię go za lekką formułę, nie zostawia na twarzy tłustego filmu, ładnie nawilża, nie zapycha. Co do pozytywnego działania na naczynka trudno mi się wypowiedzieć, bo za krótko go stosuję. Jest tani i szalenie wydajny.
- Rival de Loop Revital - krem pod oczy z koenzymem Q10 - nie podrażnia, ładnie nawilża okolice oczu, jest wydajny i tani. Ma fajną konsystencję, nie za rzadką, ale też nie bardzo zbitą, świetnie się rozprowadza pod oczami. Działania przeciwzmarszczkowego nie zauważyłam.
- Floslek - żel do powiek i pod oczy ze świetlikiem i aloesem - jestem wielką fanką żeli z flosleku. Mają lekką formułę, ładnie nawilżają, chłodzą, nie podrażniają, idealne do stosowania na dzień. Dodatkowe atuty to niska cena i olbrzymia wydajność.

Kosmetyki kolorowe

Zdjęcie: własne

- E.L.F. - róż do policzków, pink passion - śliczny kolor (zupełnie matowy), fantastyczna pigmentacja, porządne opakowanie, dobra cena. W minionym miesiącu używałam go prawie codziennie.
- E.L.F. - zestaw do stylizacji brwi - ja mam w kolorze jasnym (ash), składa się z ciemniejszego wosku i jasnego cienia, dołożony jest bardzo wygodny pędzelek. Używam go już od kilku miesięcy i uważam, że jest rewelacyjny do podkreślania brwi. Tani, wydajny, dostępny w dwóch wersjach kolorystycznych. Polecam.
- Bell - paletka cieni numer 406 - odcienie beżu i brązu + baza (rozświetlacz). Ładne kolory, niezła pigmentacja, nie osypują się i na bazie wytrzymują bez problemu cały dzień. W tym miesiącu właściwie tylko ona gościła na moich oczach.
 - Art Deco - baza pod cienie - również mój KWC, więc także nie będę się rozpisywać. Nadmienię tylko, że bazy używam już rok, a nadal mam pół opakowania.
- Garnier - Miracle Skin Perfector - czyli BB krem z garniera, który BB kremem nie jest. Jego recenzję możecie przeczytać tutaj. także również nie będę się rozpisywać. Pomimo jego wad lubię ten produkt i stosuję praktycznie bez przerwy od kilku miesięcy.
- Bell - puder brązujący numer 5 - ja używałam właściwie tylko części jasnej, jako rozświetlacza.Cóż mogę o nim napisać. Ładnie rozświetla cerę, jest właściwie bezbarwny, ma delikatne, nienachalne drobinki. Jest tani i wydajny.
- L'Oreal - eyeliner mineralny, czarny - w tym miesiącu w każdym makijażu z kreską, była ona wykonana właśnie tym linerem. Recenzję możecie przeczytać tutaj.
- Celia Smoky Eyes - superczarna maskara - na chwilę obecną mój ulubiony tusz do rzęs. Recenzję możenie przeczytać tutaj.

I tak wyglądaliby moi ulubieńcy w tym miesiącu.
Z szamponów, balsamów/maseł do ciała czy żeli pod prysznic nie miałam w tym miesiącu ulubieńców, bo denkuję moje produkty i na razie nie mogę zbyt wiele o nich powiedzieć.
Mam nadzieję, że wkrótce pojawię się z projektem denko, choć przyznam, że strasznie opornie mi to idzie :(

wtorek, 3 lipca 2012

Zrób to sam - czyli domowy płyn do mycia i dezynfekcji pędzli

Ponieważ szkoda mi pieniędzy na takie wynalazki, postanowiłam poszperać w necie i sama zrobić sobie płyn do mycia i dezynfekcji pędzli. Jest to szybki, banalnie prosty i przede wszystkim tani sposób na domowy płyn, który przyda się każdej z nas.

Przepis pochodzi od nissiax83 i jest dostępny na jej youtube'owym kanale.

Potrzebne nam:
- 1 szklanka wody destylowanej
- 1/4 szklanki alkoholu (najlepiej powyżej 70%, na wzięłam spirytus)
- 1/2 łyżeczki szamponu do włosów
- 1/2 łyżeczki płynu do mycia naczyń
- opcjonalnie: 1 łyżeczka odżywki do włosów bez spłukiwania w płynie, ewentualnie kropelka gliceryny.


Wszystko mieszamy, przelewamy do butelek i voila. Własnoręczny płyn do mycia pędzli gotowy.


Co potrzebujemy, Zdjęcie: własne
Gotowy płyn, zdjęcie: własne

Recenzja - Estien Algi Nawilżające

Jestem wielką fanką maseczek algowych wszelkiego typu. Uważam, ze cudownie nawilżają, trochę napinają skórę, cera jest odżywiona, wygląda świeżo i promiennie.
Do tej pory w domu stosowałam maskę czekoladową z Bielendy, która jest po prostu fantastyczna (myślę, że również doczeka się recenzji). Niestety jest to dość drogi produkt, choć z przeliczeniu na jedną maskę wychodzi całkiem całkiem. Niemniej wydać 50 pln jednorazowo na maskę to spory wydatek, postanowiłam więc poszukać tańszej alternatywy. I wydawało mi się, że znalazłam.

Sklep Estien.pl ma w swojej ofercie nie tylko maski algowe, również inne półprodukty kosmetyczne czy pielęgnacyjne. Ja zrobiłam dość spore zakupy, nie obyło się bez przygód, ostatecznie wszystko dotarło, między innymi maska algowa, mocno nawilżająca.

Algi nawilżające

Zdjęcie: własne

Zdjęcie: własne
Skład: Solum Diatomeae (Diatomaceous Earth/Terre de Diatomees), Algin, Calcium Sulfate, Tetrasodium Pyrophosphate, Trisodium Phosphate.

Zdaniem producenta (estien.pl):
maseczka bogata jest w:
- polisacharydy najskuteczniejsze nawilżenie
- witaminy z grupy B - B1, B2, B5, B6, B12, E i C oraz β-karoten
- potas, magnez, wapń, fosfor, cynk, wapń, jod, żelazo, miedź, mangan. Cynk - pierwiastek odpowiedzialny za wzmocnienie naturalnej odporności organizmu i opóźniający proces starzenia się komórek. Dzięki specyficznej budowie składniki mineralne alg są dobrze przyswajane, łatwo przenikają przez barierę warstwy rogowej naskórka, zapewniając prawidłowe funkcjonowanie skóry aloes
- Aloe Vera  o właściwościach nawilżających, oczyszczających, antyseptycznych, przyśpiesza proces gojenia ran, reguluje gospodarkę wodną skóry, odżywia.

Właściwości alg
Algi wykorzystuje się do produkcji preparatów mających na celu wykonywanie zabiegów upiększających, gdyz zawierają niemal wszystkie pierwiastki. Substancje zawarte w algach wykazują silną przyswajalność przez skórę, są znakomicie przez nią tolerowane. W skład alg wchodzą białka, tłuszcze, węglowodany, potas, żelazo, jod, magnez oraz śladowe ilości cynku, miedzi, kobaltu, strontu i serii witamin A, C, B1, B2, B6, B12, PP. Algi poprawiają kondycję skóry wzmacniając ich naczynka, łagodząc trądzik i łojotok, cellulit, poprawiają także jej jędrność i elastyczność.

W składzie alg morskich zawarty jest kwas alginowy, który poprawia mikrokrążenie, wspomaga usuwani toksyn. Innym składnikiem alg jest jod, który przyspiesza spalanie tkanki tłuszczowej. Witaminy z grupy B, beta-karoten oraz enzymy wspomagają przemianę materii.

Pojemność: maseczka dostępna jest w dwóch gramaturach: 30 g i 200 g (500 ml), ponieważ nie znałam tej firmy zdecydowała się na początek na opakowanie mniejsze.

Opakowanie: dostajemy maskę w plastikowym słoiczku zabezpieczonym plombą, moje pudełeczko było wypełnione po sam brzeg.
I tu mała dygresja, okazuje się, że duże opakowanie jest cenowo porównywalne z Bielendą, z tą różnicą, że maskę Estien mieszamy w innych proporcjach, co w efekcie wychodzi na korzyść masce Estien.

Konsystencja, zapach: maska jest w formie proszku, który przed użyciem należy wymieszać z wodą do uzyskania konsystencji gęstej śmietany (niestety przy tej masce uzyskanie takiej konsystencji graniczy z cudem). Zapach jest trudny do określenia, wydaje mi się, że typowo algowy, ale zupełnie nie przeszkadza (w maskach Bielendy czasem jest on zbyt intensywny, a trudno go zaliczyć do zapachów przyjemnych).

Używanie: rozrabiałam już różne maski algowe Bielendy i nigdy dotąd nie miałam problemu z rozprowadzeniem maski na tyle, aby pozbyć się grudek. Rozrabianie tej maski było po prostu koszmarem. Bardzo trudno rozprowadzić ją tak, aby nie było grudek, poza tym o ile z początku jest za rzadka, co stwarza duże problemy przy nakładaniu (po prostu spływa) o tyle po chwili zaczyna tak szybko tężeć, że nie sposób jej już nałożyć. Niestety z tego powodu nie nakłada się równą warstwą, a co za tym idzie bardzo trudno ją po 20 minutach jakie zalecane jest trzymanie maski, zdjąć ją z twarzy.
Niestety musiałam bardzo dużo kawałków usuwać wacikiem nasączonym wodą micelarną.

Rezultaty: maska na prawdę cudownie nawilża skórę, pozostawia ją napiętą (ale w taki pozytywny sposób), niesamowicie gładką i nawilżoną. Działa fantastycznie.

Maskę bez najmniejszego problemu można po zastygnięciu usunąć zarówno z miseczki jak i szpatułki, to dodatkowy plus, z Bielendą zawsze jest problem.

Podsumowanie: generalnie mogę polecić zarówno sam sklep jak i tę konkretną maskę algową. Działa na prawdę fantastycznie, a to jej główne zadanie w końcu. Niestety mieszanie jej z wodą może nadszarpnąć naszą cierpliwość, niemniej za te pieniądze warto spróbować.

Ocena: 7/10
Cena: 13 pln za 30 g, 48 pln za 200 g + koszt przesyłki

Zbiórka dla zwierzaków - patronat sklepu e-naturalne.pl

Dziewczyny i chłopaki :) u jednej z blogerek: http://siempre-la-belleza.blogspot.com jest informacja o zbiórce dla zwierzaczków. Jeśli chcecie i możecie przyłączcie się.
Odsyłam po więcej informacji: http://siempre-la-belleza.blogspot.com/2012/06/blogowa-zbiorka-dla-zwierzakow-oddaj.html.

Zachęcam do udziału, każde wsparcie na pewno bardzo się przyda.

http://www.facebook.com/pages/Fundacja-Agapeanimali/269034387541


Zdjęcie pochodzi z: http://www.facebook.com/pages/Fundacja-Agapeanimali/269034387541